
Crudo znad paleniska
Ryba dnia krojona cienko jak papier, oliwa naparzana na węglu, cytrusy z sąsiedniego sadu. Zimne danie, które mimo to pamięta ogień.
Jedynym źródłem ciepła w tej kuchni jest żywy ogień. Żadnych palników, żadnych płyt indukcyjnych — tylko drewno, węgiel i czas.
Żar, płomień, dym i chłód obok paleniska. Każde danie przechodzi przez jedną z tych technik, nigdy przez żadną inną.
Nikt tu nie gotuje przy palenisku z przyzwyczajenia. Ogień decyduje, kiedy danie jest gotowe — kucharz tylko słucha.

Zimne danie, które mimo to pamięta ogień.

Sekundy nad jawnym płomieniem, skóra napięta jak bęben.

Dwanaście godzin w chłodnym dymie z dębu, zanim dotknie żaru.

Owoc dojrzewający w cieple wygasającego paleniska.
Czternaście miejsc ustawionych po obu stronach otwartego ognia. Nie ma sali dla gości i osobnej kuchni — jest jeden wspólny blat, przy którym siadają wszyscy, łącznie z kucharzami.
Lekkie, chłodzone czerwone z winnic naturalnych — do dań znad płomienia i dymu.
Garbniki i miód do crudo oraz dań surowych sprzed ognia.
Otwiera kolację — chłodne, surowe, kontrapunkt dla żaru, który dopiero nadejdzie.
Ogień nie przyspiesza dla nikogo. Trzeba nauczyć się czekać, aż sam zdecyduje, że danie jest gotowe.
Kryształowe kieliszki dobierane pod każdy rocznik osobno. Szturchnij kieliszek i zobacz, jak sam odzyskuje równowagę.



Zapach ognia, który zostaje z tobą długo po wyjściu.
Bulwar nad Odrą, 200 metrów od promenady. Rano cisza i woda, wieczorem światła miasta w kilkanaście minut. Ten sam adres, który znajdziesz na starej mapie, jeśli wiesz, gdzie szukać.
14 miejsc przy jednym blacie, jedno menu na wieczór. Rezerwacje przyjmowane do 30 dni naprzód.